sobota, 10 maja 2014

Hipokryzja to zarysowane lustro



Ciasna przestrzeń miejskiego autobusu zmienia ich w dzikusów. Wstydzą się spojrzeć współdzielącym pojazd w oczy, jakby to było jednoznaczne z wparowaniem komuś w prywatność ciężkimi, brudnymi buciorami. Ba! Z niemalże zimną krwią mogliby godzinami obserwować czyjeś życie, romanse, problemy, byleby się nikt nie dowiedział – rządzi nimi ciekawość. Teraz jednak nosy wciskają między strony książek tak głęboko, że bardziej się już nie da i cóż z tego, że z rozkojarzenia tracą (skądinąd wiadomo) ciekawy wątek powieści, skoro wraz z ulgą czują na kostkach odłamki metaforycznego kamienia, który spadł z gruchotem na ziemię i rozbił się w drobny mak. Ich starania nie poszły na marne, nie muszą już wcale uciekać przed przypadkowymi muśnięciami spojrzeń całkiem obcych sobie osób, jak Jason Statham ucieka przed przecinającymi ze świstem powietrze kulami w prawie każdym z filmów akcji, w których zagrał.

W dobie superszybkiego Internetu, smartfonów i przenośnego wszystkiego, co kiedyś przenośnym być nie mogło, zapomnieli o tym, jak żyć wśród ludzi. Nie wiedzą już, jak rozmawiać z nieznajomym, by nie wydać się nachalnym,  nie wiedzą, jak się uśmiechnąć, by nie wydać się śmiesznym. Ryją się we wszystko, co nowoczesne, modne. Sprawnie poruszają się w rzeczywistości wirtualnej, choć nie do końca potrafią ogarnąć „tu i teraz”.

A ja patrzę i przez myśl mi przechodzi, że fatalne rzeczy się dzieją z tym naszym społeczeństwem, że żałosne to wszystko i w ogóle jak tak można, po czym czuję w kieszeni ulubionych spodni potrójną wibrację zwiastującą nieprzeczytaną wiadomość. Wyjmuję mądry fioletowy telefon i oddaję się pisaniu elektronicznego komunikatu, w którym zaraz z odrobiną kpiny zawrę wszystko, co tu się wydarza.

czwartek, 8 maja 2014

O instynktownym milczeniu.



„Podobno wielu ludzi ma skłonność do nocnego kreślenia kart swojego życia, pisania scenariuszy i tak już przeżytych dni, które nigdy nie wrócą, składania dialogów, które i tak nigdy nie zostaną wypowiedziane, bo zastąpiły je zupełnie inne słowa, niepasujące wówczas do sytuacji,  wszak wypowiedziane instynktownie. Cóż. Podobno wszystkie te błyskotliwe myśli rodzą się w łóżku, tuż przed zaśnięciem. Gdyby poduszki miały zdolność wysysania i zapisywania naszych myśli, byłyby nośnikiem naszych największych lęków, obaw, wątpliwości, ale też skrywałyby tyle wspaniałych pomysłów, doskonałych dialogów i recept na tzw. „lepsze jutro”.

Ty jesteś inna.
Robisz to wszystko, lecz nie łóżko jest Twoim konfesjonałem, a wanna, choć analizowanie to nie grzech. Wchodzisz do łazienki, zamykasz drzwi, zrzucasz ubranie i uspokajasz się na myśl o zanurzeniu ciała w gorącej wodzie, która powoli przyniesie ukojenie wszystkim Twoim mięśniom i… myślom.
Przedtem jednak przeczesujesz pomieszczenie w poszukiwaniu najmniejszego pajączka, który samą obecnością mógłby ten Twój spokój zakłócić. Topisz go. Nie chcesz, by wisiał nad Twoją głową, kiedy w końcu zamkniesz oczy i odpłyniesz. Dopiero teraz masz łazienkę tylko dla siebie. Zanurzasz się cała, regulujesz oddech i myślisz. Myślisz. Zazwyczaj o sobie, choć czasami też o innych. Ale nie o obcych innych. Obcy Cię nie interesują. Nie interesują Cię wydarzenia na Ukrainie, śmierć niewinnych osób. Nie interesuje Cię, kto i ile złotych krążków zdobył na igrzyskach w Soczi. Nie interesuje Cię fakt, że Trynkiewicz może tak po prostu chodzić po ulicy. Może znajdzie się ten odważny, ten „BOHATER NARODOWY”, który kiedyś wyzwoli społeczeństwo od strachu przed tym degeneratem i go zabije. Paranoja.
Nie masz telewizora, ale tak jest dobrze. Chcesz być jak najdalej od tych chorych absurdów. I tak już za dużo ich zrodziło się do tej pory w Twojej głowie. Na przykład ten: tak bardzo boisz się zostać zraniona, że w strachu ranisz wszystkich innych dookoła siebie. Ranisz w sposób idiotyczny, ale instynktowny. To jak z tym pająkiem, którego topisz – nie wygra ze strumieniem gorącej wody, a mimo to wierzga odnóżami, walcząc o przetrwanie do ostatniej chwili. Ty walczysz o przetrwanie, instynktownie raniąc innych. Zawsze zastanawiało Cię, jak to działa. Zwierzęta nie myślą, ale czują, widzą, słyszą… Działają instynktownie. Czym jest instynkt i dlaczego tak często pcha nas w czyny, których potem żałujemy. Później odnajdujemy się w sytuacji, w której przecież nigdy nie chcieliśmy się znaleźć. Jestem dokładnie taki, jak Ty.”
- Dlaczego nikt nigdy nie mówił do mnie w ten sposób? Czy naprawdę nie istnieje ani jedna dusza na świecie, która popatrzyłaby mi w oczy i powiedziała, że wie. Że widzi. Że rozumie, co mną od długiego czasu targa?
Przyjaciel idealny. Czy istnieje taka osoba, która zawsze mówi to, CO MYŚLI, a nie to, CO CHCESZ USŁYSZEĆ? Czy jest każdemu człowiekowi przypisana druga osoba z pary, coś jak inne Ty, nie potrzebujące słuchać, by słyszeć, patrzeć, by widzieć, dotykać, by czuć?
Może codziennie mijamy się na ulicy, nie zauważamy w ogólnym pośpiechu. Może tracimy szansę poznania się, bo wykazujemy cholernie duży opór, by otworzyć się przed obcym człowiekiem, rozkroić swoje serce, podać jak na talerzu i pozwolić, by ktoś grzebał w naszych wnętrznościach. Może boimy się pokazać i dostrzec fakt, że rozdarci jesteśmy na milion identycznych kawałków, których poskładanie w całość rzadko przychodzi z łatwością. Może codziennie marnujemy dwadzieścia cztery godziny potencjalnie wspólnych, wypełnionych spokojem i ukojeniem chwil, bo boimy się wykrzyczeć to, o czym przecież wszyscy wiemy, co wszyscy odczuwamy i o czym wszyscy tak uparcie MILCZYMY.